Tytuł: REAKTYWACJA
Data i czas: sobota, 2 lutego 2008 13:05:56
Miejsce: Zabrze
Witam wszystkich!
Na początku chciałam przeprosić za prawie roczną nieobecność. Otóż moi znajomi namówili mnie do napisania książki. Po długich namowach uległam i teraz mam już 3 rozdziały (pisanie książki to naprawdę wyczerpująca sprawa). Podobno fajnie się je czyta :). Może kiedyś (MOŻE) będziecie mogli kupić moją książkę w jakieś księgarni ;)) Byłoby fajnie... xD
Ale nie o tym chciałam. Niedawno znalazłam mój stary, zapomniany blog o Ayumi. Po przeczytaniu ostatnie rozdziału powróciły wspomnienia i chęć do dokończenia opowiadania. Niestety, na kolejny rozdział będziecie musieli poczekać ok. tygodnia. W moim komputerze spaliła się płyta główna i nie mam dostępu do netu.
Dla wyjaśnienia: Teraz jestem na komputerze mojej babci i nie mam za wiele czasu ;/ Liczę na waszą cierpliwość.
Ah, bym zapomniała. POdczas pisania książki nauczyłam się dawać więcej opisów i to samo będę robiła tutaj ;)
Pozdrawiam
Alisha
P.S. O tej notce nikogo nie powiadomię, z powodu braku czasu. Wybaczcie. Ale przysięgam, że o nowym rozdziale dowiedzą się wszysycy ;**
komentarze [11]
Tytuł: Przeprosiny...
Data i czas: niedziela, 22 lipica 2007 11:24:24
Miejsce: Zabrze
Przepraszam, że notka nie pojawiła się przed 20, ale jestem na wakacjach, których nie planowałam wcześniej. Parę dni temu moi rodzice oświadczyli, że jedziemy na wieś i nic nie mogłam z tym zrobić. Teraz piszę od mojej znajomej, bo w domu w którym mieszkam nie ma komputera T^T. Za max. tydzień wracam, więc wtedy napiszę notkę. A tymczasem przedstawię listę osób, które chcą być powiadamiane o newsach:
Marien
Scarlet
Blemish
Martii
Dokuro
Shuichi
Yumi-san
Jeśli ktoś chce dołączyć do tej listy niech przeczyta tekst nad tą notką.
Dopisek: Jeszcze raz Gomenasai za niedotrzymanie terminu notki.
komentarze [24]
Tytuł: Rozdział VI: Nowy, problematyczny uczeń.
Data i czas: piątek, 6 lipica 2007 20:38:48
Miejsce: Zabrze
Na starcie chcę przeprosić was za to, że notka tak późno się pojawia. Wszystko co chcę powiedzieć określę jednym słowem – szlaban. Lekko poturbowałam mojego brata i miałam zakaz komputera n tydzień. Pora na notkę:
- Jeśli nie masz nic przeciwko… - powiedział Seji uśmiechając się przyjaźnie
- Misaki kazała mi, żebym oddała ci jej pokój, więc chcąc nie chcąc, właśnie znalazłeś sobie nowy dom.
- A co zrobimy z tym albinosem?
- Mówisz o Minorim? Nie wiem… Wymyśl coś, w końcu to ty go tak załatwiłeś! – uśmiechnęła się
- Ja proponuję, żeby go wyrzucić za drzwi… Widzę, że Misaki miała niezłe luksusy. – powiedział rozglądając się po swojej nowej sypialni. Ayumi mruknęła coś w rodzaju „bdwm” po czym poszła do kuchni.
- Chcesz herbatę czy wodę z lodem?
- Herbatę. – powiedział chłopak siadając w salonie. Dziewczyna położyła przed nim kubek i spokojnie usiadła naprzeciw niego na kanapie. Dopiero teraz miała okazję dokładnie się mu przyjrzeć. Miał lśniące, białe włosy opadające mu na czoło, delikatne rysy i wyjątkowo piękne oczy. Śmiało można było powiedzieć, że był bardzo przystojny. Miał też w sobie to COŚ co sprawiło, że Ayumi od razu go polubiła. Te uczucie powiększało się z każdą minutą, mimo, że nie zamienili ze sobą ani słowa.
- Idę się pozbyć tego Minorego, czy jak mu tam. – powiedział podnosząc się z miejsca
- Pomóc ci?
- Nie trzeba. Poradzę sobie. – powiedział i z łatwością podniósł leżącego pod ścianą chłopaka. Po pięciu minutach wrócił z czerwoną różą w ręce. Ayumi zdziwiona obserwowała jak Seji kładzie różę na jej kolanach.
- To dla mnie?
- Leżała pod drzwiami. – odpowiedział z lekko drwiącym uśmiechem po czym powiedział coś co sprawiło, że Ayu zrobiła się cała czerwona.
- Od twojego chłopaka?
- …
- Nie było pytania. Mogę dzisiaj spać z tobą? – zapytał z błyskiem w oku
- Że co?!
- No w końcu możesz się zamienić w Amaterasu, więc muszę być w pobliżu. – powiedział jakby to było oczywiste.
- Dzisiaj się nie zmienię… - szepnęła
- A skąd to wiesz?
- Po prostu wiem! – krzyknęła zrywając się z miejsca. Nie wiedzieć czemu była wściekła, a Seji musiał przed samym sobą przyznać, że takiej pięknej dziewczyny jeszcze nie widział. Jej czarne włosy miękko opadały na ramiona i czoło, a piwne oczy zdawały się płonąć. Ręką dał jej znak, żeby się uspokoiła i obiecał, że dzisiaj da jej spokój. Po dziesięciu minutach rozmawiali już ze sobą jak dobrzy znajomi, mimo, że znali się dopiero od godziny. Można by było określić ich bratnimi duszami, choć te słowa nawet w połowie nie oddają prawdy. Ayumi pierwszy raz od tygodnia położyła się do łóżka z świadomością, że jutro wszystko będzie dobrze.
***
- Poradzisz sobie beze mnie? – zapytała w pośpiechu Ayumi przygotowując się do szkoły.
- No jasne. Mam przecież co robić. – powiedział z tym samym dziwnym błyskiem w oku co wcześniej. Dziewczyna bez słowa wrzuciła wszystkie potrzebne rzeczy do torby i z tostem w ustach wybiegła z domu. Przed windą spotkała Yumi, która za wszelką cenę próbowała udawać, że między Chiakim, a jej przyjaciółką nic nie zaszło. Ayumi znowu zaczęła sobie przypominać wczorajsze wydarzenia. Gdy rozmawiała z Sejim miała coś w rodzaju „pustki w głowie”. Skupiała się tylko na samej rozmowie, jednak teraz wszystko wróciło. „Co zrobię gdy spotkam Chiakiego w szkole? W końcu po tym… incydencie nie będę mu mogła spojrzeć w oczy! Może powinnam była zrobić sobie jednodniowe wagary?”
- Mama robi w piątek pieczeń. Przyjdziesz? – wyrwała ja z rozmyślań Yumi.
- Chętnie. Jakaś specjalna okazja?
- Nie mam najmniejszego pojęcia. Gdy tylko próbuję o coś zapytać mamę ona wysyła mnie do sklepu lub ze śmieciami. To samo z tatą… Jak ja nie znoszę tajemnic!
Przez resztę drogi dziewczyny wymieniały uwagi na temat jednego z najnowszych seriali „Tenshi” oraz nowej kolekcji ubrań. Z daleka zobaczyły niebieskowłosą dziewczynę, która z radością biegła w ich kierunku. Przez chwile próbowała złapać powietrze po czym z iskierkami radości w oczach oznajmiła:
- Podobno mamy nowego ucznia!
- Jakieś konkretne informacje?
- Niewiele… Z tego co słyszałam to jest wysokim, przystojnym chłopakiem i podobno (w przeciwieństwie do reszty płci męskiej z naszej klasy) jest dżentelmenem.
- Skąd to wszystko wiesz? – zapytała z podziwem Ayu
- Mam swoje źródła… Jeśli to prawda co o nim słyszałam to ja go zaklepuję! – krzyknęła Tsuki i z szerokim uśmiechem na twarzy zaczęła iść przed siebie.
Gdy dziewczyny przekroczyły teraz szkoły z wszystkich stron zaczęli się zbiegać do nich uczniowie z wszystkich roczników.
- Czy to prawda ze ty i Matsumoto-kun…
- Podobno znaleziono was nagich w samochodzie…
- A ja słyszałam, ze ty go zakneblowałaś i…
- Kied….
- Dosyć! – krzyknęła mocno wkurzona Ayumi – Między mną, a Chiakim nic nie zaszło! Dajcie mi wreszcie spokój!
- Chodź – pociągnęła ją za rękę Yumi już po chwili znajdowały się w klasie. Ayumi rozglądnęła się po klasie. Kiedyś lubiła tą szkołę, ale teraz nienawidziła jej i wszystkich należących do niej uczniów. Z wściekłością walnęła w ławkę. „Nie mają już co robić, wiec wymyślają takie głupie plotki! Dajcie mi tylko coś ostrego, a…”
- Ciekawe jak wygląda ten nowy uczeń. – próbowała na siłę zmienić temat Tsukiko.
- Pewnie kolejny ideał, który będzie adorował naszą Ayu… - urwała widząc mordercze spojrzenie przyjaciółki. Nagle drzwi się rozsunęły i do klasy wszedł Chiaki. Jego zmęczony wzrok i potargane włosy sugerowały, że też został napadnięty przez tych wszystkich ludzi.
- Cześć – powiedział siląc się na wesołość
- Cześć – odpowiedziały Yumi i Tsukiko. Ayumi milczała udając, że szuka czegoś w torbie.
- Cześć Ayumi. – spróbował jeszcze raz
- Cześć – mruknęła. Głowę miała wciąż spuszczoną i widać było, że nie zamierza jej podnosić. Chiaki z rezygnacją westchnął, przejechał ręką po włosach i usiadł na swoim miejscu. Po chwili do klasy zaczęło wchodzić więcej osób, a po dzwonku pojawiła się Chitose-sensei z dziwnym uśmiechem na ustach. Coś jak drwina i zadowolenie w jednym.
- W drodze do klasy usłyszałam parę dziwnych plotek. Ale to później. Pewnie dotarło już do waszych uszu, że mamy nowego ucznia. Tsukiko jeszcze raz napadniesz na dyrektora, a będziesz miała poważne kłopoty! Wejdź. – powiedziała i po chwili do klasy wszedł oszałamiająco przystojny chłopak, który sprawił, że wszystkie dziewczyny westchnęły z zachwytu. Tylko jedna dziewczyna nie była zachwycona.
- To jest…
- Seji!? – krzyknęła Ayumi zrywając się z miejsca
- Cześć Ayu. – odpowiedział chłopak. Przez chwilę klasa siedziała zamrożona jakby nie wiedziała co się stało. Pierwszy otrząsnął się Chiaki, a za nim reszta klasy.
- Skąd go znasz?
- To twój chłopak?
- Czemu mi nic nie powiedziałaś?
- To miał być mój przyszły chłopak…
- KLASA SPOKÓJ! – ryknęła Chitose-sensei – To jest Seji Takahiro i od dzisiaj będzie z nami chodził do klasy. Seji uważaj na siebie. Jak pewnie zauważyłeś dziewczyny w tej klasie są… hmmm… A zresztą, przekonasz się w najbliższym czasie.
- Cześć, jestem Seji Takahiro, ale mówcie do mnie Seji. – przedstawił się po czym zajął miejsce po prawej stronie Ayu.
- Czemu mi nic nie powiedziałeś?
- O czym?
- O tym, że planujesz chodzić do tej szkoły! – oburzyła się
- A pytałaś?
- Jak ja cię…
- Ayumi! Masz nam coś do powiedzenia? – zapytała Chitose-sensei siląc się na spokój.
- Nie sensei.
- A więc przestań rozmawiać!
- Przepraszam.
Na pierwszej przerwie Ayumi wyciągnęła Sejiego na dwór, ku rozpaczy Tsukiko i reszty klasy.
- Czemu to zrobiłeś?
- Ale co?
- Ja z tobą nie wytrzymam! Po co przyszedłeś do tej szkoły?! – krzyknęła coraz bardziej wkurzona
- Muszę cię pilnować – powiedział patrząc na nią poważnie – Nie rozumiesz, że jestem tu po to by cię chronić?
- Że co?! – nagle usłyszeli za sobą głośny krzyk całej klasy, na czele, której stali Tsuki i Chiaki. Ich miny świadczyły, że mają wielką rozterkę. Zabić Sejiego, Ayumi, czy ich obydwoje.
- Co wy tu wszyscy robicie?
- My… No wiesz. Nieważne! Jak to chronić?! Jesteście parą, czy co? – obruszyła się Tsukiko, a cała klasa spojrzała na nią z przerażeniem w oczach. Coś takiego nie wpadło im do głowy.
- P-parą? –zapytał z niedowierzaniem Chiaki patrząc na zmianę raz na Ayu, a raz na Tsukiko.
Od wyjaśnień uratował Ayumi dzwonek. Z prędkością światła pobiegła do klasy ciągnąc za sobą Seijiego. W oddali widać było obruszony tłum, z którego dało się zrozumieć pojedyncze zdania w stylu „Chronić Ayu?!”, „Jak to para?!”, „To miał być mój przyszły chłopak!”, itp.
Po lekcjach Ayumi postanowiła pojawić się na treningu, aby uniknąć spotkania z resztą klasy. Niestety nie do końca jej się to udało. Wychodząc z Sali gimnastycznej natknęła się na Sejiego, luzacko opartego o drzewo, a parę metrów dalej zauważyła Chiakiego i Tsuki, którzy z zaciśniętymi pięściami wyraźnie na nią czekali.
- Ayu! – krzyknął białowłosy biegnąc w jej kierunku
- Czekałeś na mnie?
- Yhm… Nie chciało mi się samemu wracać do domu. Po za tym nie mam kluczy.
- Zaczepili cię? – zapytała Ayu
- Kto?
- Oni. – powiedziała wskazując na dwie osoby, które teraz przybrały wyraz twarzy „Nic mnie to nie obchodzi, ale i tak ci się oberwie”.
- Nie. Widocznie czekali na ciebie, a nie na mnie.
- Teraz się zacznie. 3, 2, 1…
- Ayumi! Przecież mówiłam ci, że ja go…!
- Jak to para?! – przerwał jej Chiaki
- Dajcie mi spokój! Seji biegniemy! – rozkazała Ayu i obydwoje sprintem pobiegli przed siebie. Zatrzymali się dopiero przed drzwiami mieszkania. Czarnowłosa szybko wepchnęła Sejiego do środka i zatrzasnęła za sobą drzwi. Przez chwilę próbowali złapać oddech po czym obydwoje się roześmiali.
- Wolni. – powiedziała i weszła na balkon by zaczerpnąć świeżego powietrza. Po chwili dołączył do niej Seji podając jej sok pomarańczowy z lodem.
- Nigdy bym nie pomyślała, że życie w szkole może być takie uciążliwe.
- Masz rację.
- Ty się nie powinieneś odzywać. W końcu to twoja wina.
- Tak, tak. – przytaknął potulnie i pociągnął potężny łyk ze swojej szklanki. Jednak po chwili zakrztusił się słysząc z lewej strony głośny krzyk oburzenia.
- CO.TY.ROBISZ.U.AYUMI.W.DOMU!!!??? – Tsuki była wściekła. Jej aktualny nastrój można by było określić jednym słowem – furia. Jej czarne zwykle włosy teraz wyglądały niczym węże, które ukąszą każdą osobę w odległości metra. A oczy, które kiedyś miały zielonkawy kolor były czerwone i zdawały się sypać iskrami. Seji i Ayumi przerażeni szybko się ulotnili, jednak nawet po zamknięciu drzwi balkonowych dalej słyszeli jej krzyki. Nagle usłyszeli dzwonek do drzwi.
- Gorzej już być nie może. – powiedziała optymistycznie Ayumi i poszła otworzyć drzwi. Zanim zdołała zauważyć kto to jest poczuła jak ktoś zatyka jej ręką usta i przyciąga do siebie. Próbowała się wyrwać, ale napastnik był zbyt silny.
- Spokojnie, to tylko ja. – usłyszała znajomy głos i po chwili poczuła, że już może mówić. Podniosła głowę do góry i zobaczyła Chiakiego, który ze spuszczoną głową czekał, aż Ayu coś powie.
- Co ci odbiło?! Myślisz, że kim…
- Czy to prawda? – usłyszała cichy głos
- O czym mówisz?
- Że ty i Seji…
- Nie! To nie jest prawda! – powiedziała stanowczo co sprawiło, że Chiaki uniósł głowę i z zadowoleniem pokiwał głową.
- Wiedziałem!
- Co wiedziałeś? – zdziwiła się Ayumi
- Że nie znajdziesz sobie żadnego chłopaka. W końcu należysz do mnie.
- D-do ciebie?! Nie jestem twoją własnością, ty…! – zaczęła, ale nagle przyszło jej coś do głowy. „Później go zbesztam.” – Chiaki…
- Hmm?
- Czy to od ciebie była ta róża?
- Może tak, może nie. – powiedział całując jej policzek. Zanim Ayumi zdążyła zareagować Chiaki był już u siebie w mieszkaniu.
„Co on sobie wyobraża?!”
Dodom, dodom… „Jak ja go dorwę…!
- Coś się stało? Jesteś cała czerwona – uśmiechnął się Seji wyglądając z mieszkania.
- N-nic! A co się miało stać?! Ha, ha, ha, ha! – powiedział Ayumi i zaczęła się „szaleńczo”* śmiać. Zaraz po tym pobiegła do łazienki.
- Co się ze mną dzieje… Czemu serce mi tak wali? Przez tego debila zachowuję się jak wariatka! Wciąż jestem czerwona! – mówiła do siebie spoglądając w lustro.
„Jest źle. Muszę coś zrobić, bo inaczej zwariuję. Jeszcze raz będę musiała przez niego czuć się niezręcznie, a… Wiem! Muszę go unikać! Ale chodzimy do tej samej klasy…”
- Kogo unikać? – zapytał Seji pukając do drzwi łazienki.
- Ups… Mówiłam głośno?
- Yhm. – przytaknął
- Aaaa! T-to znaczy… No bo wiesz… NIE POWINIENEŚ PODSŁUCHIWAĆ! – krzyknęła z rozpaczą
- Tak, tak. Przepraszam. Co chcesz zjeść na obiad?
- Ja się tym zajmę. Lubisz spaghetti?
- Bardzo.
- Ok. Poczekaj chwilę. – powiedziała wychodząc z łazienki. Po 15 minut w całym mieszkaniu dało się wyczuć zapach sosu do spaghetti. Ayu była świetną kucharką i z zadowoleniem zauważyła, że jej jedzeniem Seji jest wyraźnie zachwycony. Pochlebiało jej to.
- Itadakimasu! – powiedział z zachwytem białowłosy i wziął do ust trochę makaronu – Oishii!**
- A-yu-mi! Wyczułem coś smako… - Nagle do mieszkania wpadł Chiaki, lecz gdy zobaczył Sejiego zamarł.
- Matsumoto-kun?
- Ile razy mam ci mówić, żebyś nie wchodził do mojego domu bez pukania! – obruszyła się Ayu
- Co on tu robi?!
- Mieszka. Odpowiedziała nie przerywając jedzenia
- Cześć sąsiedzie.
- Jak to mieszka?! Ty i on… razem?
- Tak, a teraz łaskawie wyjdź. Przeszkadza nam to we wspólnym posiłku – powiedziała bezlitośnie, kładąc nacisk na słowo „wspólnym”.
- Rób co chcesz. Mnie to już nie obchodzi – powiedział trzaskając drzwiami.
- Jesteś podła, wiesz?
- Wiem. Zasłużył sobie na to.
*Zastanawiałam się też nad określeniem „histerycznie”, ale uznałam, że te słowo będzie bardziej pasowało. Oglądał ktoś np. Pretear? To tam ta zła siostra tak się właśnie śmiała^^
** (z jap. Pyszne, smaczne itp.)
Przepraszam, że notka taka krótka, ale jestem na komputerze tylko dzięki temu, że rodzina gdzieś pojechała i zostawiła mnie samą w domu. Innymi słowy korzystam póki mogę;) Mimo wszystko mam nadzieję, że notka się podobała i postaram się, aby następna pojawiła się przed 20 lipca.
komentarze [8]
Tytuł: ...
Data i czas: niedziela, 24 czerwca 2007 15:15:14
Miejsce: Zabrze
Notka pojawi się w ciągu tygodnia. Przepraszam, że tak długo to wszystko trwa, ale byłam/jestem w trakcie nowych anime (najpierw Crescent Love, a teraz Ginban Kaleidoskope) i nie umiałam się do nich oderwać. Z tego co zauważyłam to na razie tylko 4 osoby chcą być powiadamiane... No trudno. Jeśli ktoś chce się do nich dołączyć to niech mi wyśle maila z wyjaśnieniem z jakiego jest blogu (np. Jestem z ....mylog.pl i chcę być powiadamiany/na o newsach). Mój e-mail to alisha25@gmail.com. Jeśli ktoś nie może korzystać ze swojej poczty to niech mi napisze komentarz z takim samym tekstem i uzasadnieniem dlaczego nie może spełnić mojego warunku. Może dodam go do listy powiadamianych:)
P.S. O tej notce nie będę jeszcze nikogo powiadamiała, ponieważ uznałąm, że to bezsensu^^
komentarze [0]
Tytuł: Rozdział V: _-_
Data i czas: poniedziałek, 30 kwietnia 2007 09:25:09
Miejsce: Zabrze
Przepraszam, że tak długo, ale internet mi nie działał. Dostępu do innego też nie miałam. Na komentarze odpowiem gdy tylko inet zacznie normalnie działać. Mam do was prośbę:
Ci, którzy chcieliby być powiadamiani o newsach niech wyślą mi maila (alisha25@gmail.com) z takim tekstem w środku: "Chciałabym/chciałbym być powiadamiana/y o newsach. Jestem z blogu ......". Wszystko przez to, że nie chce mi się szukać po wszystkich komentarzach ludzi, którzy chcą, aby ich powiadamiać. Na dodatek nie mogę też korzystać z wersji powiadamianie za fav, bo ludzie mnie po prostu dodają, nie pisząc mi nawet komentarza!
Zmiana tematu. Nie powiadomię na razie nikogo, bo mój internet już ledwo dycha, ale będę to robiła od chwili, gdy będę miała mailową listę ludzi, którzy chcą wiedzieć, że coś nowego nabazgrałam.
Ayumi się przebudziła. Dookoła było pełno piór, a pod ścianą leżała:
- Misaki! Misaki! Obudź się, proszę!
- Daj… m-mi… chwilę – wydusiła dziewczyna i przez parę minut leżała nie dając znaku życia. Po chwili się ocknęła. – Nic mi nie jest. Czarodziejki potrafią się regenerować. Potrzebuję teraz tylko trochę odpoczynku. Nie przejmuj się mną. Dojdę do swojego pokoju.
- Dobranoc.
- Dobranoc. – odpowiedziała Misaki i powoli odeszła. Ayumi jeszcze chwilę stała w bezruchu po czym zasnęła z jedną myślą w głowie: „To wszystko przeze mnie.” Pierwszą rzeczą jaką Ayumi zrobiła następnego dnia było sprawdzenie jak się czuje Misaki. Na szczęście dziewczyna spała, równomiernie oddychając. Ayu po cichutku się wycofała i poszła przygotować śniadanie. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Dzień Dobry. Czy tu przypadkiem nie mieszka Chiaki Matsumoto? – zapytał wysoki mężczyzna w nieskazitelnym, czarnym garniturze.
- Chiaki mieszka obok. Pod numerem 701.
- Dziękuję i przepraszam za kłopot. Dowidzenia. – powiedział i zapukał do drzwi obok. Po chwili otworzył mu zaspany Chiaki nieprzytomnie patrząc przed siebie. Po chwili jakby się ocknął i szybko wciągnął mężczyznę do swojego mieszkania. Gdy zauważył Ayu widać było, że jest lekko podenerwowany.
- Yo! – przywitał się z wahaniem w głosie.
- Dzień Dobry. – opowiedziała, ale zanim zdążyła dokończyć, Chiaki już zamknął drzwi.
- Kto to był? – zapytała Misaki stając w przedpokoju.
- Nie mam pojęcia… Misaki! Jak się czujesz nic Ci nie jest?
- Nie przejmuj się mną. Czuję się świetnie.
- To wszystko moja wina. Przepraszam, przepraszam, prze…
- To nie twoja wina. Koniec tematu! – krzyknęła Misaki i poszła oglądać telewizję. Ayumi stała jeszcze chwilę w bezruchu po czym poszła do kuchni. Po śniadaniu czarnowłosa postanowiła się zdrzemnąć. Jednak przeszkadzał jej hałas, którego nie potrafiła zidentyfikować. Po chwili zaczęła rozpoznawać głosy, a później słowa.
- Mówiłem, że nie będę wam pomagał! – krzyczał Chiaki
- Jako syn Matsumoto-sama musisz nam pomóc. Nie masz innego wyboru. – mówił drugi głos
- Wynoś się stąd! Ty i cała ta durna rodzina zostawcie mnie w końcu w spokoju! - krzyknął chłopak i głosy ucichły. Ayumi była zaciekawiona o co chodziło, więc wyszła na balkon. Oczywiście spotkała Chiakiego.
- Cześć! – powiedziała przyjaźnie.
- O, cześć.
- Co to były za wrzaski przed chwilą? – zapytała udając obojętność
- A, nic takiego. Sprawy rodzinne…
- Aha. – powiedziała Ayu próbując powstrzymać ciekawość.
- Interesuje Cię to? – zapytał z uśmiechem na ustach.
- Mnie? Skądże!
- To dobrze interesować się swoim chłopakiem. – powiedział przesyłając jej całusa.
- Chłopakiem?! Coś ci się chyba pomyliło!
- Nie kochasz mnie?
- Nie! – krzyknęła i wróciła z wściekłością do mieszkania. Misaki słowem się nie odezwała, tylko z uśmiechem na ustach patrzyła jak jej współlokatorka rzuca dookoła wszystkimi swoimi rzeczami krzycząc coś o jakiś debilach, zboczeńcach itp. Trwało to jakieś dziesięć minut, potem Ayu padła zmęczona na podłogę.
- Lepiej ci? – zapytała Misaki
- Yhm.
- To teraz muszę Ci coś powiedzieć. Na jakiś czas będę musiała zniknąć.
- Zniknąć?! – krzyknęła Ayu zrywając się z podłogi
- Na jakiś tydzień lub dwa. Muszę... załatwić parę ważnych spraw.
- Hmm? Może zdradzisz mi jakiś mały szczególik?
- Nie. A więc cześć! – pożegnała się Misaki, po czym wybiegła z mieszkania. Po chwili Ayumi wybiegła za nią.
- A co z… wiesz kim? – zapytała się Ayu mając oczywiście na myśli Amaterasu.
- Ktoś przyjdzie i mnie zastąpi. Niech zamieszka u mnie w pokoju. Ciao! – krzyknęła i już jej nie było. Dziewczyna stała i z niedowierzeniem patrzyła się w miejsce, w którym przed chwilą stała jej była współlokatorka. Nagle ze swojego mieszkania wyszedł Chiaki.
- Cześć, piękna. Co się stało?
- Już ci mówiłam, że masz mnie tak nie nazywać! – zdenerwowała się
- Przepraszam, przepraszam. A więc co się stało?
- Misa… Nic. To nie ważne. – szybko powiedziała przypominając sobie, ze przecież Chiaki nic nie wie o Misaki, a przynajmniej tak jej się zdawało. W tym momencie łzy zaczęły jej napływać do oczu. Znowu jest sama. Sama będzie zasypiać i sama będzie się budzić. Przynajmniej do czasu, kiedy przybędzie zastępca Misaki. Ayumi obróciła się i już chciała odejść, gdy poczuła, że Chiaki złapał ją za rękę.
- Mnie nie oszukasz. Widzę, że coś się stało. Poczujesz się lepiej, gdy się komuś wyżalisz.
- Daj mi spokój! – krzyknęła, lecz chłopak nie puszczał. Przytulił ją do siebie i szepnął:
- Misaki nie chciałaby, żebyś była przez nią smutna.
- Co?!
- Daj całusa! – krzyknął próbując ją pocałować.
- Nie zmieniaj tematu! Skąd wiesz o Misaki?!
- O jakiej Misaki? To co, z tym całusem? – zapytał niebezpiecznie się do niej zbliżając
- Chyba śnisz! – odwróciła się na pięcie i wbiegła do swojego mieszkania.
- Ale mnie ten chłopak wnerwia! – szepnęła. Po chwili zauważyła, że jej serce zaczęło trochę mocniej bić.
Dodom, dodom…
Ayumi jednak wytłumaczyła sobie, że to wszystko przez Misaki, albo przez ten krótki bieg od Chiakiego do jej mieszkania. Tak długo to sobie wmawiała, że w końcu w to uwierzyła. Już całkowicie uspokojona poszła przygotowywać obiad. Jednak z przyzwyczajenia przygotowała obiad dla dwóch osób. Dla siebie i jej brązowowłosej przyjaciółki. Mimo, że Misaki była denerwująca, a czasem wręcz chciało się ją zabić, była też świetną przyjaciółką. Ale przez jakiś czas jej nie będzie. Ayumi z rezygnacją zaniosła swoją porcję do pokoju.
- A dla mnie nie masz? – dziewczyna podniosła głowę i zobaczyła Chiakiego rozłożonego na podłodze.
- Co-ty-tu-robisz?! – krzyknęła Ayu, która nie była w nastroju do rozmawiania z Chiakim.
Dodom, dodom…
„To nie przez niego, to nie przez niego, to…” – powtarzała sobie w myślach Ayumi.
- Poczułem zapach czegoś dobrego, więc przyszedłem.
- Wynocha!
- Zjedzmy razem obiad. Plosie… - powiedział robiąc słodkie oczka.
- No dobrze… W końcu już i tak zrobiłam drugą porcję. Mam do ciebie tylko jedno pytanie.
- Hmm?
- Dlaczego widzę cię po raz trzeci dzisiaj? – zapytała patrzą na niego podejrzliwie.
- Bo mi się podobasz.
- Co?!
- Nic, co z tym obiadkiem? – uśmiechnął się, a Ayu tylko wzruszyła ramionami i wróciła do kuchni. Cały czas próbowała powstrzymać głośne bicie swojego serca. Posiłek zjedli w milczeniu. Ayumi nie śmiała się odezwać, a z kolei Chiaki cały czas się jej przyglądał.
- Mam nadzieję, że już dzisiaj Cię nie zobaczę. – powiedziała dziewczyna sprzątając ze stołu
- Może tak, może nie.
- Co to ma…? – zaczęła, ale chłopak już wrócił do siebie. Resztę dnia czarnowłosa spędziła na oglądaniu telewizji i odrabianiu lekcji. Położyła się dość późno, ponieważ w telewizji leciał fajny serial o trzech samurajach. Około północy Amaterasu uznała, że Ayu jest już w odpowiedniej fazie snu i ona sama może zacząć poszukiwania.
- Nie wiem jak ci się udało wcześniej przebudzić, ale teraz już ci się to nie uda. - Rozwarła skrzydła i uniosła się pod niebiosa. Po dziesięciu minutach anielica poczuła, że ktoś ją bacznie obserwuje. Spojrzała w dół i dzięki swojemu „boskiemu” wzrokowi zobaczyła mężczyznę, który z szeroko otwartymi oczami obserwował lot dziewczyny ze skrzydłami.
- Żadnych świadków. – szepnęła i wylądowała naprzeciwko ów człowieka. W jej ręce błyszczał piękny srebrny sztylet wysadzany szlachetnymi kamieniami. Amaterasu zamachnęła się i wbiła narzędzie w serce biedaka. Trysnęła krew, która ochlapała szaty anielicy oraz jej twarz. Ayumi przebudziła się.
- Gdzie ja jestem? Co się dzieje? – pytała samą siebie rozglądając się dookoła. Nagle zauważyła leżącego przed nią człowieka i swoją ochlapaną krwią piżamę.*
- Nie, to nie możliwe… To nie ja zrobiłam. Niech ktoś wezwie…! – zaczęła krzyczeć, lecz nie dokończyła, ponieważ straciła przytomność. Odzyskała ją po dziesięciu minutach. Leżała na chodniku, lecz ktoś się nad nią nachylał.
- Chiaki?
- Chodź Ayumi, zabiorę Cię do domu. – powiedział, po czym wziął ją na ręce. Dziewczyna nie protestowała. Nie chciała być teraz sama. Po jej policzkach zaczęły płynąć łzy.
- Wiesz o Amaterasu, prawda? – zapytała
- Tak. Wiem o wszystkim co się tutaj dzieje.
- Żałuję, że się urodziłam. Gdyby nie ja, ten człowiek by jeszcze żył! – krzyknęła wbijając paznokcie w ramię Chiakiego. Po jej policzkach łzy płynęły już strumieniami. Chłopak spojrzał czule na Ayumi i zrozumiał, że ta dziewczyna coraz więcej dla niego znaczy.
- Nie mów tak. Pomyśl jakby inni czuli się bez ciebie. Na przykład Misaki, Tsukiko, Yumi… Ja. – dodał szeptem, tak żeby nie słyszała.
- Może i tak, ale pozbawiłam kogoś ojca, męża, syna… - nie dokończyła. Jej cichutki płacz, przerodził się w głośne szlochanie. Chiaki przytulił ją do siebie i poprosił ją żeby nie płakała, jednak Ayumi nie potrafiła przestać. Czuła się dobrze w ramionach Chiakiego, ale myśl o tym mężczyźnie nie dawała ją spokoju. Gdy Chiaki ułożył czarnowłosą do swojego łóżka, ta już spała. Chiaki ułożył się obok niej i także zasnął.
Rano Ayumi obudziła się w wtulona w Chiakiego. Próbowała się uwolnić jednak chłopak mocno ją trzymał. Gdyby ta sytuacja zdarzyła się parę dni wcześniej, Ayu nie miała by zahamowań i chłopak leżał by już pewnie na ziemi cały obolały. Jednak w tej chwili była w tej chwili bardzo wdzięczna Chiakiemu. Za to, że jej pomógł, że był przy niej. Nagle Chiaki się obudził.
- Dzień dobry.
- Widzisz dziewczynę, która leży z tobą w łóżku i mówisz tylko „Dzień dobry”?
- A co mam jeszcze powiedzieć? – zapytał dalej ją trzymając.
- Nieważne. Mógłbyś mnie już puścić?
- Nie. Chyba, że dasz mi całusa. – uśmiechnął się, lecz tym razem nie żartował. Chciał by go pocałowała, choć nie chciał się do tego przed samym sobą przyznać.
- W życiu! Puść mnie! – krzyczała, starając się wyrwać lecz on się tylko do niej mocno przytulił. Ku jego zdziwieniu Ayumi przestała się wyrywać. Wręcz przeciwnie. Wtuliła się w niego i zaczęła płakać.
- Co się stało? Czemu płaczesz?
- Ja, ja nie potrafię o tym zapomnieć. Zabiłam człowieka. – wyszeptała
- Nie ty, tylko Amaterasu. Już mówiłem, że to nie twoja wina! – powiedział Chiaki. Nagle oboje usłyszeli głośne pukanie.
- Chiaki! Chiaki! Czas do szkoły!
- Yumi! – powiedzieli obydwoje równocześnie. Chiaki puścił dziewczynę i podbiegł do drzwi. Uchylił je tak żeby było widać tylko jego twarz i oświadczył Yumi:
- Dzisiaj nie idę do szkoły.
- Co? Czemu?! – zapytała zawiedziona
- Eeee… Sprawy osobiste.
- A co ty tam tak właściwie chowasz? – zapytała podejrzliwie, widząc, ze Chiaki pierwszy raz nie otwiera drzwi na oścież.
- Ja? Nic! - krzyknął, ale Yu była sprytna i już po chwili stała w mieszkaniu Chiakiego.
- Ładnie tu masz. Podoba mi się tapeta i… Ayumi! Co ty tu… Co ty robisz w łóżku Chiakiego?!
- To nie to co myślisz! – broniła się dziewczyna, a Chiaki wykorzystując zaskoczenie Yumi, wypchnął ją za drzwi.
- Już nigdy nie pokażę się w szkole! – panikowała dziewczyna
- Uspokój się. Trzeba wymyślić jakąś wymówkę.
- Już wiem! Powiem, że mnie podstępnie wywabiłeś w nocy z mieszkania, później mnie zaatakowałeś, a ja straciłam przytomność. Zaniosłeś mnie do swojego łóżka i razem ze mną zasnąłeś. – powiedziała
- Czemu zwalasz wszystko na mnie?
- W końcu ostatnia część mojej wymówki się zgadza. Od stracenia przytomności wszystko jest prawdą. – powiedziała gniewnie patrząc na Chiakiego.
- Nie podobało ci się? – zapytał siadając obok niej.
- Ty tu wymyślaj wymówkę, a nie pytaj co mi się podoba, a co nie!
- Czyli ci się podobało? – powiedział i znienacka ją pocałował. Przez krótką chwilę dziewczyna próbowała się wyrwać, ale później przymknęła oczy i odwzajemniła pocałunek.
„Co się ze mną dzieje? Co ja robię? Czemu czuję się szczęśliwa? Nie, nie mogę!” – powiedziała sobie w myślach i wyrwała się z jego objęć.
- Ja… Przepraszam. – szepnęła i pobiegła do swojego mieszkania. Gdy zamknęła za sobą drzwi, zaczęła walić pięściami w ścianę.
„Idiota! Zboczeniec! Debil! Jak on mógł mnie pocałować…? To był mój pierwszy…” Po chwili opadła na podłogę. Nie płakała, nie miała siły płakać. Siedziała w ciszy przez parę godzin. W końcu wstała i poszła wziąć prysznic. Chciała zmyć z siebie tą skrzepniętą krew, która przypominała jej o wszystkim co się wczoraj zdarzyło. Obiecała sobie, że już nigdy nie zaśnie. Nie może uwolnić Amaterasu, choćby to oznaczało, że ona sama po pewnym czasie umrze. Nie mogła narażać ludzi w jej otoczeniu. Póki co będzie się zachowywać normalnie, tak jakby się nic nie stało.
***
W chwili gdy Ayumi gotowała obiad do mieszkania wpadły jej przyjaciółki.
- Czy to co powiedziała Yu, to prawda?! – krzyknęła z przerażeniem w oczach Tsuki.
- A co powiedziała.
- Że spałaś razem z Chiakim w jednym łóżku przez całą noc!
- Ilu osobom to powiedziałaś?! – Ayu zwróciła się z wściekłością do Yumi.
- Tylko Tsukiko, ale Minori stał blisko nas i też to usłyszał. Pewnie zaraz tu będzie.
- A więc to prawda?! – przeraziła się jeszcze bardziej zielonooka
- To nie jest to co myślicie. Po prostu… Eeee… Lunatykowałam i jakimś sposobem dostałam się na korytarz i tam padłam na ziemię. Chiaki mnie zobaczył i wziął do siebie. Dalej nic nie wiem, bo tylko tyle mi powiedział.
- Kłamiesz. – stwierdziła Yumi
- Co?!
- To po tobie widać. Wykręcasz sobie ręce i jąkasz się. – powiedziała Tsuki
- Bo wiem, że moje zielonowłosa przyjaciółka chce mnie zabić!
- I tak ci nie wierzę. Jak zechcesz powiedzieć prawdę to nas powiadom. Tsukiko, idziemy! – krzyknęła i wyszła z mieszkania nie oglądając się za siebie. Piętnaście minut po ich wyjściu Ayumi usłyszała głośne pukanie do drzwi. Minori był wściekły.
- Co ty sobie wyobrażasz?! Mi się nie dasz pocałować, a z tym podrywaczem spędzasz noc?! Teraz to samo zrobisz ze mną! – krzyknął, złapał dziewczynę za włosy i pociągnął ją do sypialni.
- Ja z nim wcale nie spędziłam nocy! Puść mnie! To boli!
- Jak dziewczyna mówi, że masz ją puścić, to oznacza, że właśnie to masz zrobić. – powiedział białowłosy chłopak, który bardzo przypominał Minoriego. Złapał go za rękę i rzucił nim o przeciwległą ścianę.
- Nic ci nie jest? – zapytał patrząc troskliwie na Ayu
- N-nie… Dziękuję za pomoc.
- Nie ma za co. Jestem Seji Takahiro – ithailenianin, lub inaczej zastępca Misaki – przedstawił się
- Jaki ithailenianin?
- To co Misaki.
- Ale Misaki jest ithilianą! – powiedziała Ayumi patrząc podejrzliwie na gościa
- To właśnie powiedziałem.
- Nieważne. Czyli chcesz tu mieszkać? – zapytała Ayu idąc w kierunku starej sypialni Misaki.
*Ayumi i Amaterasu to jedność. Tak samo z ich ubraniami. W tym przypadku piżama to szaty Amaterasu. Gdy jedna rzecz została ochlapana krwią ta druga ma po niej ślady. (Wiem, że to pogmatwane… Gomen Ne.)
komentarze [18]
Tytuł: Notka - max. dwa tygodnie
Data i czas: niedziela, 25 marca 2007 16:02:14
Miejsce: Zabrze
Bardzo was przepraszam, ale notki przez jakiś czas nie będzie. Na wszystkie komentarze odpowiem w przyszłym tygodniu.
Notka była już przygotowana (5 stron w Wordzie), ale po przemyśleniu sprawy i obejrzeniu paru nowych anime, uznałam, że mnóstwo rzeczy za szybko się potoczyło i muszę zaczynać od nowa. Notka pojawi się za max. dwa tygodnie. Przepraszam za to, że musicie tak długo czekać i dziękuję za waszą cierpliwość. Chociaż otrzymałam jednego niemiłego maila w którym ktoś mnie obraża za to, że niby olałam bloga. Chcę to osobę (przedstawiła się jako "Lily-Liluś") powiadomić, że mój blog jest dla mnie tak samo ważny jak na początku oraz oznajmić, że nie życzę sobie żeby ktoś nazywał mnie (cytat) "Pojebana suka, która uważa(...) popierdolone opowiadanie i olać bloga jak gdyby kurwa nic!". E-mail był jeszcze dłuższy, ale nie będę go całego tu kopiować. Jeśli ktoś jeszcze uważa, że olałam bloga, to chciałabym tą osobę bardzo przeprosić za moje zachowanie.
P.S. A teraz wiadomość do innych osób: Jestem szczęśliwa, że podoba wam się moje opowiadanie. Dzięki waszym komentarzom mam ochotę napisać wielką notkę, która spodoba wam się najbardziej z wszystkich moich dotychczasowych rozdziałów.
komentarze [13]
Tytuł: Amaterasu vs. Misaki
Data i czas: czwartek, 15 lutego 2007 12:21:09
Miejsce: Zabrze
Według mnie ta notka jest dość długa. Zwłaszcza w porównaniu z poprzednimi. Itadakimasu
- Mikage-san, wyżej noga!
- Tak sensei! - krzyknęła w odpowiedzi dziewczyna starając się wykonać polecenie sensei jednocześnie utrzymując prostą nogę.
- Ayu wyżej! Patrz jak to się robi. - powiedziała dumna z siebie Yumi prezentując figurę.
- Bardzo dobrze Kinomoto-san. - zachwycała się nią sensei, a Ayumi się tylko uśmiechnęła.
- Jak tak dobrze Ci idzie to czemu jeszcze ani razu nie wygrałaś zawodów? - zapytała wspominając swoje medale i puchary.
- Twoja wina. - stwierdziła przyjaciółka.
- Moja? A to niby dlaczego?
- Zapeszałaś mnie! - odpowiedziała.
- Ty mała...
- Kinomoto-san, Mikage-san! Wracać do domu. nie chcę tu żadnych kłótni! - przerwała im Chitose-sensei i poszła zająć się resztą swoich uczennic. Dziewczyny szybko się przebrały i poszły w stronę domu kłócąc się zawzięcie. Ayumi z zazdrością patrzyła jak jej przyjaciółka jest z miłością witana przez swoją mamę.
- Tadaima! - powiedziała zrezygnowanym tonem. Liczyła, że znowu pojawi się Chiaki, ale to była złudna nadzieja. Znowu była sama. Postanowiła zrobić sobie swoją ulubioną zapiekankę, żeby odpędzić smutne myśli. Z radością wybiegła z domu kierując się w stronę sklepu spożywczego. Na miejscu zobaczyła Chiakiego. Szybko się odwróciła, modląc się, żeby jej nie zauważył, ale miała dzisiaj pecha.
- Nie zaprosiłabyś swojego sąsiada na obiad? - zapytał zaglądając jej do koszyka.
- A z jakiej racji miałabym to zrobić?
- Bo masz dobre serce, jesteś... - zaczął
- Odpuść sobie. Nie dam się nabrać na te twoje słodkie słówka.
- Czyli nie mam szans na darmowy obiad?
- Nie. - powiedziała i poszła szukać składników na zapiekankę. Wychodząc ze sklepu usłyszała kobiecy głos.
- Ona Cię wykorzystuje... - Ayumi spojrzała w górę i zobaczyła unoszącą się w powietrzu dziewczynę w dość dziwnym kapeluszu. Przypominał jej kapelusz czarodzieja.
- Kim jesteś? - zapytała
- To nieważne... Porozmawiaj z nią...
- Z kim?! - zapytała piwnooka czując, że ta rozmowa trochę ją denerwuje.
- Z Amaterasu... Przekonaj ją, żeby przestała go poszukiwać.
- Kogo poszukiwać? I kto to jest Amaterasu?! - krzyknęła, ale tajemnicza dziewczyna już zniknęła. Reszta dnia minęła Ayumi na oglądaniu telewizji i jedzeniu zapiekanki. Ani przez chwilę nie pomyślała o tej dziwnej rozmowie. Dopiero gdy położyła się do łóżka zaczęła się nad tym wszystkim zastanawiać. Jednak coś sprawiło, że zasnęła. Gdy się obudziła, zauważyła, że znów jest w niebiosach. Czuła, że ona sama czegoś szuka, ale nie wiedziała czego. Nagle przeleciała obok "lustrzanego" wieżowca. Spojrzała na swoje odbicie, lecz nie odnalazła tam swojego normalnego wyglądu. Długie niebieskie włosy, czarne oczy, smukła i delikatna figura, otulona jedynie cienką, jedwabną sukienką oraz te znajome już jej anielskie skrzydła. To na pewno nie było jej własne ciało.
- Widzę, że w końcu zauważyłaś w co się zmieniasz w nocy. - usłyszała w swojej głowie głos.
- K-kim lub czym jesteś?
- Nazywam się Amaterasu. Pragnę, żebyś wysłuchała mojej historii i pomogła mi w pewnej sprawie. - powiedział głos
- Pomóc?
- Najpierw wysłuchaj historii. Wiele wieków temu byłam anielicą, ulubienicą Boga. Wysłał on mnie na ziemię, abym pilnowała pewnego człowieka, który w przyszłości miał zniszczyć ludzkość. Niestety zakochałam się w nim i postanowiłam ujawnić mu swoją postać. Na początku mi nie wierzył, ale później zrobił coś okropnego. Postanowił mnie zabić, myśląc, że w ten sposób dostanie moją boską moc. Nie wiedział, że anioły są nieśmiertelne i nie da sie ich zabić. Jednak mój błąd nie został mi wybaczony. Bóg odebrał mi moją czystość, dzięki której mogłam się dostać do Królestwa Niebieskiego. Twierdził, że odzyskam ją gdy odnajdę tego człowieka. Szatan postanowił, że nigdy nie wrócę do nieba i zabił tego mężczyznę. Na szczęście Bóg zlitował się nade mną i duszę tego człowieka i moją reinkarnował, tak abym miała sposobność do odnalezienia go. Reinkarnowałam sie już 17 razy i do tej pory tylko raz trafiłam na jego ślad, ale on szybko zniknął. Czy teraz, po wysłuchaniu mojej historii pomożesz mi go odnaleźć? - zapytała Amaterasu.
- Nie wiem... Mam do Ciebie jedno pytanie.
- Słucham?
- Dlaczego właśnie teraz się we mnie ujawniłaś? - zapytała Ayumi
- Pamiętasz te sny, które od jakiegoś czasu miewałaś? To wszystko moja sprawka. Gdy wtedy przeżyłaś załamanie, klęcząc i płacząc obudziła się w tobie ta sama smutna moc, która budzi się u każdego opuszczonego człowieka. Jestem taka sama jak ty. Krążę po tym świecie przez tyle lat i ani razu nie miałam nikogo z kim mogłabym się zaprzyjaźnić. Jestem sama... Podobnie jak ty. Czy pomożesz mi?
- Mogłabym Ci dać odpowiedź jutro?
- Nie! Potrzebuję jej dzisiaj, teraz! - krzyknęła
- A więc nie mogę Ci pomóc. Może gdybym sie zastanowiła to bym zmieniła zdanie. Ale na dzień dzisiejszy nie mogę ci pomóc. Zrozum, ty chcesz zabić tego człowieka, który Cię wtedy zranił. A ja w życiu nie zamorduję człowieka. Zbyt bardzo szanuję ludzkie życie! - odpowiedziała pewna siebie dziewczyna
- Czyli mi nie pomożesz? - usłyszała cichutki głos
- Nie.
- A więc będę musiała przejąć twoje ciało. - powiedziała Amaterasu, a Ayumi poczuła, że traci przytomność. Gdy się obudziła była już w swoim pokoju. Gdyby nie było dookoła niej piór, pomyślałaby, że to się jej przyśniło. Spojrzała na zegarek.
- 7:25?! - zerwała się z łóżka i pobiegła do łazienki. Dziesięć minut później tłumaczyła się przed Yu i Tsukiko dlaczego się spóźniła. Głowę zaprzątała jej teraz tylko szkoła i problemy Yumi w związku z Chiakim.
***
Minęło parę dni. Ayumi codziennie rano budziła się w otoczeniu anielskich piór, ale tłumaczyła to sobie w taki sposób: "Amaterasu na pewno najpierw się budzi, a później przypomina sobie, że ja się nie zgodziłam na morderstwo, więc wraca do poprzedniej postaci. Jednak przez te parę sekund zdąży zgubić trochę piór". Bardzo chciała w tę wersję wierzyć. Bała się pomyśleć co by było, gdyby Amaterasu już zabiła tego człowieka. Pewnego dnia wchodząc do swojego mieszkania zobaczyła dziewczynę, która się wtedy ukazała nad sklepem.
- Tadaima. - powiedziała automatycznie Ayumi.
- Oakerinasai. - odpowiedziała lekko zdziwiona dziewczyna.
- Kim jesteś?
- Misaki Sango, drugorzędna Ithiliana klasy A. - przedstawiła się
- Hę?
- Nie rozumiesz? No to spróbujmy inaczej... Cześć jestem Misaki Sango. Jestem czarodziejką.
- Aaaaaa... - powiedziała inteligentnie Ayu - Ja jestem Ayumi Mikage. Mogę spytać co robisz w moim domu?
- Przyszłam, żeby u Ciebie zamieszkać.
- Aha... Co?!
- Zamieszkać u Ciebie. Amaterasu na zbyt wiele sobie pozwala. - powiedziała Misaki siadając przy stole.
- A ty to może nie? Włamujesz się do mojego domu, zachowujesz się jakbyś była kimś z mojej rodziny i na dodatek wtrącasz się w moje prywatne sprawy!
- To nie są tylko twoje prywatne sprawy. Amaterasu zabije każdą osobę, która stanie jej na drodze! Ale wróćmy do tematu tego arawy.
- Kogo? - zapytała Ayumi.
- Araw to w moim ojczystym języku oznacza mężczyznę. Nie wiadomo ile ten człowiek ma lat. Może mieć zarówno 6 lat jak i 60... A jeśli założył rodzinę? Pomyśl co ona będzie czuła, gdy Amaterasu zabierze im syna, ojca, dziadka czy męża...
- Ale ja to wszystko wiem! W końcu nie zgodziłam się jej pomóc! - zaprotestowała piwnooka.
- N-nie zgodziłaś się?
- Nie.
- To dobrze. Jednak mimo to ona w nocy wykorzystuje twoje ciało, by móc go odnaleźć. Pozwól mi u siebie zamieszkać, a obiecuję, że zrobię wszystko, by to się już nie powtórzyło. - zapewniła po czym zaczęła robić "smutne oczy", żeby przekonać Ayumi.
- Dobrze. Pokażę Ci pokój gościnny. Nie jest zbyt duży, ale...
- Nic nie szkodzi! Nie lubię dużych przestrzeni. - powiedziała Misaki uśmiechając się.
- Dobrze. Jesteś pewnie głodna. Zaraz coś przygotuję, a później powiesz mi co wiesz na temat Amaterasu. - powiedziała Ayu i poszła do kuchni. Zjadły razem obiad, po czym usiadły naprzeciwko siebie i zaczęły rozmawiać. Misaki opowiedziała Ayu o niektórych reinkarnacjach Amaterasu, o szkodach jakie wyrządziła oraz o tym co wie o arawie. Ayumi głównie słuchała, ale w niektórych momentach opowieść, którą przedstawiła jej Amaterasu (drugiej nocy) okazała się bardzo przydatna. Wieczorem Misaki zrobiła okrąg z białego proszku dookoła łóżka swojej współlokatorki. Po chwili zaczęła szeptać jakieś zaklęcie.
- Co robisz? - zapytała Ayumi
- Odmawiam zaklęcie, które sprawi, że Amaterasu nie będzie mogła przez jakiś czas wyjść poza ten okrąg. Przez ten czas spróbuję przywołać Ciebie, lub chociaż wpłynę trochę na jej sumienie. Oyasumi nasai!
- Oyasumi. - odpowiedziała czarnowłosa i położyła się do łóżka. Pięć minut później Amaterasu próbowała wydostać się poza okrąg. W mgnieniu oka pojawiła się Misaki i zaczęła mówić to samo co mówiła wcześniej Ayumi; o tym, że może zabić innych ludzi, że ten człowiek może mieć rodzinę itd. Amaterasu ją zlekceważyła.
- Przecież ja dobrze o tym wiem. Jeśli ja mam cierpieć, to niech inni też cierpią.
- Czy tak powinien mówić anioł?
- A co ty wiesz o aniołach? Ufamy Bogu, słuchamy jego rozkazów, jesteśmy mu wierni, ale gdy popełnimy niewielki błąd od razu nas srodze każe. I gdzie tu sprawiedliwość? Wypuść mnie. - powiedziała, a w jej oczach zaszkliły się łzy.
- Nie wypuszczę Cię tak łatwo! Ayumi walcz! Musisz ją pokonać!
- To nie zadziała. Ona głęboko śpi i nic nie słyszy. Jednak twoje zaklęcia nie są tak mocne jak na początku myślałam - powiedziała przechodząc przez okrąg, kierując się w stronę balkonu. Młoda czarodziejka zagrodziła jej drogę.
- Nie zrobisz nikomu krzywdy!
- Założysz się? - jednym ruchem uniosła Misaki w powietrze i rzuciła nią o ścianę. Po jej czole spłynęła stróżka krwi... Nie budziła się.
- To niemożliwe!!! - krzyknęła Amaterasu
komentarze [33]
Tytuł: Rozdział III: Skrzydła
Data i czas: piątek, 9 lutego 2007 08:31:21
Miejsce: Zabrze
Ayumi położyła się do łóżka i zasnęła. Sen się znów powtórzył, jednak z niewielkimi różnicami. Otóż zaczynało się tak jak ostatnio... Matka do niej biegnie, Ayumi odlatuje na anielskich skrzydłach. Gdy tak leciała w powietrzu zobaczyła swoje przyjaciółki. Jednak one zaczęły uciekać śmiejąc się i coś krzycząc. Nagle zapadła ciemność. Ayumi odwróciła się lecz jej skrzydła zniknęły. Sen się skończył, Ayumi poderwała się i wstała z łóżka. Nagle sens tego snu dotarł do niej. Upadła na kolana, a po jej policzkach popłynęły łzy.
- Jestem słaba! Nikt mi nie pomoże, zawsze będę sama! Proszę, niech ktoś tu ze mną będzie... Proszę! - załkała. Nagle poczuła, że musi wyjść na balkon. Popatrzyła nieobecnym wzrokiem na niebo i skoczyła w dół. Nagle do niej dotarło co robi. "Co się dzieje?! Czemu wyskoczyłam...? Ja nie chcę umierać!" ostatnie zdanie wykrzyczała w ciemność. Zamknęła oczy i gdy znowu je otworzyła, szybowała już w niebiosach. Ayu odwróciła głowę i zobaczyła parę pięknych anielskich skrzydeł wyrastających jej z pleców. Nie mogła pojąć co się dzieje. Po chwili coś kazało jej wrócić na balkon. Wchodząc do swojego mieszkania miała mętlik w głowie. Nie wiedziała, że całe zajście obserwował Chiaki.
- Amaterasu? Ona? To niemożliwe... - powiedział, niedowierzając własnym oczom. Tego samego dnia o 7:30 Ayumi wybiegała razem ze swoimi przyjaciółkami z budynku, w którym mieszkały. Ayumi nic im nie powiedziała o swojej nocnej wycieczce. Wiedziała, że jej nie uwierzą.
- Ayumi, co się tak wleczesz?! Pośpiesz się, bo znowu spóźnisz się do szkoły! - krzyknęła Yumi, która nie wiadomo dlaczego była bardzo radosna.
- Już biegnę! - odpowiedziała czarnowłosa. Na szczęście tym razem nie spóźniły się. Ayumi spokojnie usiadła w ławce i czekała na Chitose-sensei.
- Chciałabym przedstawić nowego ucznia, Chiaki Matsumoto. - powiedziała sensei wchodząc do klasy razem Chiakim.
- Tylko nie ty! - krzyknęła Ayumi zrywając się z miejsca. W tej samej chwili poczuła jak Yumi ciągnie ją w dół.
- Yo! - przywitał się z klasą Chiaki. Wszystkie dziewczyny od razu zaczęły do niego wzdychać.
- Mikage-san na zewnątrz. - powiedziała sensei a jej brew zaczęła niebezpiecznie drgać.
- Tak, tak... - powiedziała Ayumi i wyszła na korytarz. Gdy wróciła w ławce obok niej siedział Chiaki.
- Chitose-sensei, czemu on musi siedzieć obok mnie? - zapytała dziewczyna
- Bo tylko tam było wolne miejsce. - odpowiedziała sensei nie odrywając wzroku od dziennika, a Ayumi chcąc nie chcąc wróciła na swoje miejsce.
- Nie lubisz mnie? - zapytał Chiaki robiąc smutną minkę.
- A czemu miałabym Cię lubić?
- Bo jestem przystojnym, miłym chłopakiem. - odpowiedział.
- Może i przystojnym, ale na pewno nie miłym. - powiedziała Ayu i poczuła jak ktoś ją kopie w krzesło. Odwróciła głowę i zobaczyła zabójcze spojrzenie Yumi.
- Przecież ja... Dobra, dobra. - powiedziała czarnowłosa rozumiejąc to spojrzenie. Oznaczało "Nie flirtuj z nim!". Gdy lekcja się skończyła Yumi podeszła do Chiakiego.
- Ty jesteś naszym nowym sąsiadem, prawda? Mieszkasz pod 701. - powiedziała uśmiechając się radośnie.
- Na to wygląda. - odpowiedział chłopak.
- Dowiedziałam się od mojej mamy, że jesteś w naszym wieku, a to oznaczało, że będziesz musiał przyjść do tej szkoły. Mam dla ciebie prezent, miałam ci go dać wczoraj, ale... - powiedziała Yumi i dała mu... zieloną galaretkę. Ja i Tsukiko parsknęłyśmy śmiechem, a Chiaki wyglądał jakby ktoś upuścił na niego jakąś ciężką rzecz. To sprawiło, że się jeszcze głośniej roześmiałam. Tak głośno, że musiałam wyjść na korytarz. Na nieszczęście spotkałam Minoriego.
- Cześć Księżniczko. Co Ci tak wesoło? - powiedział, a ja poczułam, że mój dobry humor właśnie odszedł.
- Po pierwsze nie nazywaj mnie "księżniczką", a po drugie nie twoja sprawa. Odczep się wreszcie ode mnie! - krzyknęła Ayumi i już planowała odejść, gdy poczuła, że Minori przygniata ją do ściany, unieruchamiając jej nadgarstki.
- Nie, zostaw mnie... Proszę! - błagała Ayumi.
- Najpierw Cię pocałuję, a później Cię może puszczę. - powiedział zbliżając twarz do twarzy Ayu. Ta próbowała się wyrwać, ale to nic nie dało. Minori był za silny. Zamknęła oczy z przerażenia, po jej policzkach płynęły łzy. Nagle poczuła, że jest wolna. Otworzyła oczy.
- Nie wiesz jak traktować dziewczyny? - zapytał Chiaki trzymając Minoriego za kark, tak jakby był małym dzieckiem.
- Odczep się. Znajdź sobie własną dziewczynę! - krzyczał Minori. Chiaki go puścił i podał Ayumi rękę. Minori głośno przeklinając poszedł do swojej klasy.
- Wszystko dobrze? - zapytał
- Taak. Dzięki za pomoc, ale czemu to robiłeś? - popatrzyła na niego.
- Nie lubię jak mężczyźni nie umieją postępować z dziewczynami. - uśmiechnął się i poszedł z powrotem do klasy. "Ten chłopak naprawdę jest dziwny" pomyślała Ayumi stojąc pod ścianą i obserwując jak odchodzi.
komentarze [13]
Tytuł: Rodział II: Chiaki - podglądacz
Data i czas: wtorek, 6 lutego 2007 12:19:44
Miejsce: Zabrze
Ten rozdział składa się głównie z dialogów... Mimo to mi się podoba.
Ayumi uśmiechając się pod nosem zapukała do drzwi.
- Cześć Tsukiko, ja do twojej babci...
- Wolisz moją babcię ode mnie? - zażartowała Tsukiko
- Oczywiście!
- Dobra wchodź, ale uważaj, bo ona ma dzisiaj bardzo zły humor - ostrzegła ją przyjaciółka.
- Tak? To się nawet dobrze składa. - Ayumi weszła do mieszkania kierując się w stronę starszej kobiety, która czytała książkę. Pięć minut później całe piętro usłyszało krzyk.
- Co ten smarkacz zrobił?! Podglądał cię? Które to mieszkanie?
- 701 - odpowiedziała zadowolona dziewczyna.
- Tsukiko, zaraz wrócę! - krzyknęła staruszka i wyszła w pośpiechu z mieszkania.
- Podła jesteś, wiesz? Nasyłać na biednego chłopaka tą potworzycę... Chyba powinnaś wrócić do swojego mieszkania, będziesz lepiej słyszeć. - powiedziała ze śmiechem Tsukiko i odprowadziła przyjaciółkę do drzwi. Ayu weszła do swojego mieszkania i przyłożyła ucho do ściany. Jednak po chwili, żal jej się zrobiło tego chłopaka. W końcu to nie jego wina, że zobaczył ją na balkonie. Teraz już było za późno... Ayumi tylko westchnęła i wyszła na balkon. Tam nie było słychać wrzasków. Po chwili na balkon wyszedł "podglądacz". Ayu próbowała uciec, ale nie zrobiła tego dostatecznie szybko.
- Ładnie to tak nasyłać na mnie staruszkę? - zapytał spokojnie z tym samym promiennym uśmiechem.
- Ma...
- Jestem Chiaki - powiedział
- Ayumi. Nie jesteś na mnie zły? - zapytała dziewczyna
- Czemu miałbym być zły? Nie wiem dlaczego na mnie nasłałaś jakąś babcię, ale jak można się gniewać na taką ładną istotę. - powiedział, a Ayu poczuła, że się rumieni.
- Nie żartuj sobie... - powiedziała Ayumi i weszła do mieszkania. Nie podobało jej się spojrzenie i uśmiech tego chłopaka. Może i był przystojny, ale Ayumi czuła się przy nim słaba.
- Ayumi jesteś silna! Pamiętaj! - powiedziała sama do siebie i poszła zjeść obiad. Po chwili usłyszała, że ktoś wchodzi do jej pokoju. Myśląc, ze to Chiaki wzięła ze sobą patelnię. Zamachnęła się i nagle poczuła, że jakaś niewidzialna ręka ją powstrzymuje. Przed nią stała Yumi, patrząc na dziewczynę jak na wariatkę. I trudno jej się dziwić. Ayumi stała w dość dziwnej pozycji. Nogę miała uniesioną do góry, a ręka z patelnią zatrzymała się w połowie drogi.
- Dobrze się czujesz? - zapytała przyjaciółka i usiadła przed telewizorem, jedząc chipsy.
- Umiesz pukać? - zapytała Ayu
- Nie, ponieważ straciłam rączki na wojnie.
- To jakim sposobem jesz te chipsy. - zapytała
- To sztuczne ręce. Idiotko!
- Kogo nazywasz idiotką?
- Ciebie - odpowiedziała zielono włosa.
- Przepraszam nie dosłyszałam.
- Cie-bie!!! - ryknęła jej w ucho Yumi i dalej oglądała telewizję.
- Co tu się dzieje?! - do pokoju weszła Tsukiko
- Tsuki, kochanie! Ayumi brzydko się do mnie zwraca! - poszła się poskarżyć Yumi.
- Ja się do Ciebie brzydko zwracam? A kto mnie nazwał idiotką?
- Ona kłamie! Tsuki, nie wierz jej. - powiedziała Yumi, pokazując Ayu język.
- Yu, spokój! Zostałam tu przysłana, ponieważ słychać was u mnie w mieszkaniu. Babcia jest wściekła, a jak nie chcecie skończyć jak ten chłopak to lepiej się zamknijcie! - krzyknęła "spokojna" Tsukiko.
- Jaki chłopak? Przystojny? Jak ma na imię? Pod którym numerem mieszka? - zaczęła pytać Yumi.
- Numer 701, nowy sąsiad. Jak chcesz to złóż mu sąsiedzką wizytę. - poradziła jej Ayumi.
- I weź ze sobą galaretkę! - krzyknęła za nią ze śmiechem Tsuki.
- A teraz zajmę się tobą... - powiedziała z błyskiem w oku piwnooka.
- Co ja zrobiłam?
- Ty też straciłaś rączki na wojnie? - zapytała
- Co...?
- Umiesz pukać? - Ayumi zaczęła podwijać rękawy.
- Ciao! - krzyknęła Tsukiko i wybiegła z mieszkania."Przynajmniej się ich pozbyłam, ale znowu jestem sama..." - pomyślała Ayumi.
- Jesteś silna, pamiętaj! - krzyknęła i wyszła z mieszkania. Gdy wsiadała do windy zdążyła zauważyć jak Yumi biegnie z zieloną galaretką w stronę mieszkania 701. Ayumi zachichotała i zjechała na parter. Obok skrzynek na listy zauważyła Chiakiego.
- Ktoś składa ci sąsiedzką wizytę. - powiedziała
- Co? - bezmyślnie zapytał
- Ładna dziewczyna składa ci właśnie sąsiedzką wizytę. Jak się pośpieszysz to załapiesz się na zieloną galaretkę. - dodała ze śmiechem i wyszła z budynku, kierując się w stronę parku.
- A-yu-mi! - usłyszała męski głos.
- Cześć Minori. - odpowiedziała dziewczyna widząc jak w jej stronę biegnie białowłosy chłopak.
- Sama spacerujesz po parku? Pozwól, że będę ci towarzyszył.
- Nawet jak się nie zgodzę, to i tak będziesz za mną chodził, więc jaki mam wybór? - zapytała retorycznie.
- Żaden. - powiedział i złapał ją za rękę. Ayumi z wściekłością mu się wyrwała.
- Ledwo przyszedłeś, już mnie denerwujesz...
- Po prostu nie umiem się tobie oprzeć.
- Znajdź sobie dziewczynę i daj mi spokój. - powiedziała znudzona.
- Już mam dziewczynę. Cie-bie.
- Nie masz na to szans. - powiedziała i przez dłuższą chwilę szli w ciszy,
- Ale czemu? - zapytał chłopak
- Co czemu?
- Czemu nie chcesz ze mną chodzić? - zapytał spokojnie
- Bo nie! Wracam do domu. - powiedziała i pobiegła przed siebie. "Czemu on się ode mnie nie odczepi?" - zapytała w myślach. Gdy wjechała na ósme piętro zobaczyła Yumi, która (z zieloną galaretką w rękach) stała pod drzwiami Chiakiego.
- Ty tu cały czas stoisz? - zapytała Ayu
- On mi na pewno zaraz otworzy, daj mi spokój! - krzyknęła i odwróciła się z powrotem w stronę drzwi. Ayumi tylko wzruszyła ramionami i otworzyła drzwi swojego mieszkania.
- Tadaima! - krzyknęła
- Okaerinasai. - usłyszała w odpowiedzi.
- Kto tu jest? - zapytała wystraszona
- To ja Chiaki. - powiedział chłopak siedząc na łóżku Ayumi.
- Jak ty się tu dostałeś?! To włamanie! - krzyknęła wściekła.
- Żadne włamanie. Kiedy ta dziewczyna pobiegła na chwilę do domu, wszedłem do swojego mieszkania, i przez balkon dostałem się do ciebie. Proste! - powiedział z zadowoleniem.
- Czemu przed nią uciekasz? - zapytała
- Nienawidzę galaretki...
- Ale czemu przyszedłeś do mnie! Mogłeś zostać u siebie w domu! - krzyknęła coraz bardziej wściekła dziewczyna.
- Czułem się tam samotny. - powiedział robiąc słodkie oczka.
- Nic mnie to nie obchodzi! Wynocha! - krzyknęła i wypchnęła go do przedpokoju.
- Ja nie chcę tam iść! - krzyczał
- Możesz jeszcze wrócić do swojego mieszkania balkonem. Masz wybór.
- Wybieram balkon. Bye Baby! - powiedział i pobiegł w stronę balkonu.
- Wkurza mnie ten chłopak. - szepnęła Ayumi i poszła się przebrać w piżamę.
komentarze [7]
Tytuł: Rozdział I: Sen
Data i czas: poniedziałek, 5 lutego 2007 12:10:09
Miejsce: Zabrze
Proszę, przeczytajcie dział About us zanim zaczniecie czytać opowiadanie.
Miasteczko Katsumi, szósta rano, czarnowłosa dziewczyna westchnęła ze smutkiem.
- Znowu to samo... - szepnęła. Z bólem wspominała sen, sen w którym biegnie do niej matka, a ona rozwija skrzydła i odlatuje w niebiosa. Ten sen niby taki zwyczajny, miał w sobie coś bardzo smutnego. Ayumi cicho załkała po czym wyszła na balkon. Mieszkała na ostatnim piętrze, więc widok rozciągał się niesamowity. Jednak ona nie miała nastroju do podziwiania widoków. Głowę zaprzątał jej ten sen. Pragnęła, żeby ktoś przy niej był. Niestety wszyscy jeszcze spali, a jej siostra Mika miała przyjechać dopiero za dwa miesiące. Po jej policzku spłynęła łza. "Jestem sama, zawsze byłam... Czemu nie umiem się do tego przyzwyczaić?" Po dłuższej chwili wpatrywania się w przestrzeń wróciła do swojego pokoju i położyła się na łóżku. Zamknęła oczy i już po chwili błądziła po krainie Morfeusza. Półtorej godziny później usłyszała głośne walenie do drzwi.
- Ayumi! Ayumi! Przez Ciebie spóźnimy się do szkoły! - krzyczała jej przyjaciółka Yumi.
- Idźcie beze mnie! - krzyknęła dziewczyna ubierając się w pośpiechu.
- Co się dzieje z tą dziewczyną? - powiedziała Yumi i pociągnęła Tsuyoki do windy. Po ubraniu i uczesaniu się Ayumi pobiegła do szkoły. Spóźniła się, a Chitose-sensei miała dzisiaj kiepski humor.
- To już drugi raz w tym tygodniu! Na zewnątrz! - krzyknęła wskazując palcem na drzwi.
- Tak, tak. - odpowiedziała Ayumi i wyszła na korytarz. Lekcje minęły jej stosunkowo szybko. Zostały jej jeszcze tylko tańce i już mogła wrócić do domu. Taniec to było dla niej wszystko. Odnosiła w tej "dyscyplinie" duże sukcesy, była gwiazdą Katsumi Gakuen. Musiała się czymś zajmować, bo inaczej zwariowałaby na tym świecie. Na nieszczęście tańce prowadziła Chitose-sensei, więc Ayumi nie miała dzisiaj łatwo. Wiedziała, że jest dokładnie obserwowana i każdy błąd zostanie dokładnie przez nauczycielkę omówiony. Niestety nic nie mogła na to poradzić. Nauczycielki juz i tak nie ugłaska... Yumi też jej nie pomagała. Jak zwykle się śmiała z jej pomyłek, ale Ayumi wiedziała, że w ten sposób Yumi okazuje jej swoją przyjaźń. Po tańcach poszła na chwilę na trening Tsukiko, ale jej tam nie zastała.
- Tsukiko powiedziała, że się źle czuje i poszła do domu - powiedziała jej jedna z dziewczyn.
- Dzięki. - odpowiedziała Ayu i pobiegła do domu. Nie miała dzisiaj nastroju żeby iść z Yumi, ponieważ wydawało jej się, że jej przyjaciółka jeszcze jej nie wybaczyła dzisiejszego spóźnienia. Na szczęście od szkoły do domu było dość blisko, więc Ayumi nie musiała się niczym przejmować. Wjechała windą na ósme piętro i weszła do pustego mieszkania.
- Tadaima! - krzyknęła w pustkę (tadaima z jap. wróciłam). Wiedziała, że nikt jej nie odpowie, ale też musiała powiedzieć te słowo. To jej dawało siłę, przekonywało ją, że musi radzić sobie sama. Widząc, że na zewnątrz słońce bardzo mocno świeci, przebrała sie w kostium kąpielowy i ułożyła się na balkonie. Nie musiała się wstydzić, ponieważ z jednej strony mieszkała Tsukiko, a z drugiej strony było puste mieszkanie.
- Ładny tu jest widok. - usłyszała męski głos.
- Bo to ósme piętro. - powiedziała obojętnie nie otwierając oczu.
- Nie o tym widoku mówiłem... - usłyszała i otworzyła oczy. Na balkonie obok stał 16-letni chłopak uśmiechając się promiennie. Ayumi nie wiedząc o co chodzi spojrzała na swoje ciało. Wyglądała dość prowokująco. Sekundę później już była w swoim pokoju opierając się o przeciwległą ścianę.
- Kto to był? Do dżentelmenów nie należy. - powiedziała wściekła i poszła się przebrać w jakieś normalne ubranie. Wiedziała już co ma zrobić z jej nowym sąsiadem...
komentarze [6]